W związku ze zbliżającym się wielkimi krokami letnim obozem w Wiatrakach postanowiłem przeprowadzić rozmowę z jednym z uczestników poprzedniego turnusu zorganizowanego ubiegłego lata przez kościół DROGA. Kto nim jest? Osoba znana, ceniona w kręgach chrześcijan ze względu na niezwykle optymistyczne podejście do przyszłości oraz sporą dozę namaszczenia, z jakim pojawia się w każdym odwiedzonym przez siebie miejscu. Przedstawiam Państwu wywiad z Duchem Świętym – jednym z głównych usługujących podczas wszystkich naszych obozów, niezmordowanym pocieszycielem umęczonych, balsamem na serca zranionych i wodą na młyn dla bożych gwałtowników. Rozmawiam ja – Jan Ziółkowski.
Dzień dobry Duchu Święty. Czemu zdecydował się Duch na branie udziału w tym przedsięwzięciu?
Duch Święty – Siemasz Jaśku! Sprawa była prosta. Zaproszono mnie co prawda w ostatnim momencie – kiedy wszystko było już gotowe, ale nie obraziłem się i przyjechałem.
JZ – Było warto?
DŚw. – No jasne. Od razu miałem co do tego dobre przeczucia, bo po prostu lubię takie imprezy. Wiesz – lubię być w centrum zainteresowania, a to była idealna okazja, żeby wykazać się czymś niespotykanym wśród ludzi, no i stać się duszą towarzystwa.
JZ – Nie jest Duch zbyt skromny…
DŚw. – Czy ja wiem? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, bo i po co? Ale mieliśmy chyba rozmawiać o Wiatrakach, nieprawdaż?
JZ – Rzeczywiście. Co może Duch powiedzieć o atmosferze panującej na obozie?
DŚw. – Jak już powiedziałem, lubię być w centrum zainteresowania. Nie znaczy to jednak wcale, że jestem jakimś samolubem… wręcz przeciwnie! Jak nikt inny kocham ludzi i często zdaje mi się, że jest to uczucie odwzajemnione. A w Wiatrakach mogę po prostu odetchnąć pełną piersią. Nie tylko dlatego, że większość czasu spędzam na świeżym powietrzu. Czuję po prostu jak czas płynie i nikt go nie marnuje.
JZ – W jakim sensie?
DŚw. – A co to za pytanie?! Zwyczajnie: nikt nie marnuje czasu – żadnej telewizji, radia. Zamiast tego odprężające spacery. I to jest to, co lubię. Z każdym mogę swobodnie pogadać bez oglądania się na zegarek. Ludzie mnie fascynują, bo niby to takie szaraczki, co to się snują bez celu po mieście… ale jak przyjdzie co do czego, to nagle serca mają większe od całej Polski i im się wydaje, że już złapali całe swoje powołanie. Ja nie zaprzeczam, ale z drugiej strony to nikt nie wie, jaka przygoda go jeszcze w życiu spotka…
JZ – Czy to znaczy, że Duch ma jakieś wizje a propos przyszłości?
DŚw. – Nie, no generalnie to ja nie chcę się chwalić, ale co do przyszłości, to ja już wszystko wiem. Sęk w tym, żeby ktoś chciał mnie słuchać…
JZ – Ale chyba się Duch nie skarży na niedobór rozmówców.
DŚw. – Nie, skądże. Szczególnie podczas tych obozów – ja mam wrażenie, że chłopaki… i dziewczyny zresztą też – jakoś tak im bardziej zależy… może to przez to słońce, ja nie wiem. Męskie rozmowy o życiu i śmierci – no wiesz. W gruncie rzeczy to mnie strasznie kręci. No bo jak się wie, po co sie na tym świecie jest, to wszystko jakieś łatwiejsze się wydaje. Tak myślę. Ale jeśli masz coś przeciwko to powiedz – ja się nie obrażam. Zwykle to się do mnie podchodzi jak do jakiejś nierealnej zjawy – pojawia się i znika, albo znowu za bardzo serio. Zawsze mówię ludziom, żeby się wyluzowali i mówili, co tam im leży na sercu… no, ale do rzeczy. Teraz to ja się zapomniałem.
JZ – No właśnie. Ja chciałem wiedzieć co najbardziej zwróciło Ducha uwagę podczas obozu. Coś, czego nie znajdzie się w kościele; na zwykłym „nabo”.
DŚw. – Moją uwagę…? Kurczę, to trochę trudne pytanie. Nie ma jakiegoś prostszego?
JZ – Ale tak ogólnie… proszę odpowiedzieć.
DŚw. – No dobra. Najbardziej mi się podobało uwielbienie; znaczy ten czas, co się śpiewa piosenki dla Boga. Rzadko na którym koncercie jest tyle czadu… i jeszcze jak się widzi, że to wszystko tak z mocą i szczerze – bez żadnych kompleksów, to aż coś się w duchu porusza i po prostu trzeba się przyłączyć – inaczej nie idzie. Chyba, że ktoś jest nieufny – ale tacy w sumie mnie nie interesują. Naprawdę polecam uwielbienie z Wiatraków – coś wspaniałego. Otwarte serca, umysły. Chyba nie da się tego opisać słowami jeśli się rzeczywiście to mocno przeżywa. A ja wiem o tym najlepiej, bo to jest taka wzajemna zależność. Trochę zabawne: im więcej ludzi naraz mnie potrzebuje tym z większą mocą mogę cokolwiek zrobić; kogokolwiek poruszyć jakimś słówkiem proroczym, czy coś… Tak jest.
JZ – Przyznam proszę Ducha, że ja też byłem pod wrażeniem.
DŚw. – Sam widzisz – ja nigdy nie kłamię. To mnie jakoś nigdy nie pociągało.
JZ – Nie wątpię. Jednak dobre uwielbienie to chyba nie wszystko, czego można się spodziewać po tegorocznym obozie w Wiatrakach.
DŚw. – Święta prawda, no ale pytałeś mnie o to, co najbardziej zwróciło moją uwagę…
JZ – Racja… Co więc wymieniłby Duch jako rzecz – powiedzmy – drugorzędną?
DŚw. – Pytanie jest tendencyjne.
JZ – No dobrze… Co oprócz uwielbienia jest godną polecenia częścią letnich obozów DROGI.
DŚw. – Tych obozów w Wiatrakach? Na pewno poleciłbym te wykłady, co to się ciągną przez tyle czasu. Mówię bez żadnej ironii. Tyle prawdy o człowieku i o Bogu wychodzi przy jednej okazji, że to się w głowie nie mieści. Jeśli nawet nie da się zapamiętać wszystkiego, co jest mówione, no to są notatki, kasety z nagranym nauczaniem. A przy tym nie ma jakiejś takiej presji, że się wyjdzie z sali, a tu znów świat cię ze swoimi problemami przytłacza. Świeża trawka, ławeczki, słońce, jezioro. Naprawdę nie ma się czym martwić. Można wszystko spokojnie przetrawić – jak krowa. Ładne porównanie?
JZ – Powiedzmy, że tak.
DŚw. – Wiedziałem. Mam do takich rzeczy talent. Możesz mi wierzyć albo nie, ale jak jakiś kaznodzieja błyśnie podczas kazania humorem – to zawsze moja sprawka.
JZ – Cudownie. A teraz poprosiłbym Ducha o jakieś podsumowanie.
DŚw. – Wiesz… co jak co, ale podsumowywanie nie wychodzi mi najlepiej. Wolę inspirować do nowych rzeczy niż pokazywać, co było źle lub dobrze.
JZ – W takim razie do czego będzie Duch inspirował w tym roku organizatorów wyjazdu?
DŚw. – Na pewno będzie mi zależało na warsztatach. Zarówno tych dotyczących służb jak i tych artystycznych. Uważam, że…
JZ – Dlaczego?
DŚw. – A może daj mi dokończyć, to sie dowiesz… Uważam, że warsztaty były i będą jedną z najważniejszych części tych obozów, ponieważ dają okazję do sprawdzenia swoich sił w dowolnym fachu – że tak powiem. Rozumiesz; nie tylko niezbędna teoria, ale też mnóstwo praktyki. I to mnie bardzo cieszy, że ludzie – mówiąc slangiem chrześcijańskim – poszerzają swoje granice. Czyli po prostu robią coś, czego nigdy wcześniej nie robili i okazuje się, że mają do tego niezwykły dar. Na przykład do prorokowania, czy gry na bębnach – to znaczy perkusji… Takie uczucie spełnienia daje wiele wolności. A im więcej warsztatów tym lepiej! I na tym mi zależy. Zresztą jak już powiedziałem – lubię inspirować do nowych rzeczy, a jeśli ktoś ma okazję od razu się wypróbować to czego więcej chcieć?
JZ – A czy zdradziłby Duch jakąś tajemnicę dotyczącą zbliżającego się obozu?
DŚw. – A w jakiej kwestii? Bo wiele też zależy od tego, jacy ludzie przyjadą…
JZ – No, sam nie wiem. Mam tak niepowtarzalną okazję i nie wiem o co zapytać. Ale niech mi Duch powie chociaż, czy będzie fajnie.
DŚw. – O to niech cię głowa nie boli. Będzie tak, jak jeszcze nigdy nie było; to znaczy tak cudownie jak nigdy. Już ja się o to postaram. Usatysfakcjonowany z odpowiedzi?
JZ – W zupełności!
DŚw. – Tak myślałem.
JZ – Dziękuję bardzo za rozmowę; do zobaczenia.
DŚw. – Ja też dziękuję, że mogłem się przydać. Dozo.


