…czyli co o tym wszystkim myśleć
Słońce zachodziło już, a mimo to bardzo mocno ogrzewało moją twarz zwróconą ku niemu. Starałem się rozkoszować tą chwilą. Przy zamkniętych oczach przypominałem sobie po kolei cały czas spędzony w Wiatrakach. Nikt mi w tym nie przeszkadzał, bo byłem jednym z ostatnich, którzy opuszczali ośrodek. Wiedziałem, że to już koniec, że zaraz stąd wyjadę. Nie opłacało się już nawet iść nad jezioro – za mało czasu. Jednak te kilka dłuższych chwil utwierdziło mnie w poczuciu, że nie żałuję ani jednej chwili spędzonej w tym miejscu. Nie odczuwałem też żalu, że nie potrwa dłużej. Cudowny stan satysfakcji z dopiero co minionego czasu. Wszystkie wykłady, warsztaty, wszystkie rozmowy i wszystkie godziny wolnego czasu były prawdziwym darem i chyba nie jest to słowo użyte na wyrost. Tak właśnie myślałem leżąc wygodnie na jednej z ławek stojących na trawie przed dużą salą. Byłem wdzięczny za ten tydzień nie tylko Bogu, który dał mi poznać siebie jeszcze bliżej i uczyć się od siebie, odkrywać nowe prawdy. Byłem również wdzięczny ludziom otaczającym mnie i zachwycającym w najzwyklejszych chwilach. Tak myślę, mimo że nie lubię niczego uwznioślać. To uczucie wdzięczności za osoby, które spotkałem i mogę je bliżej poznawać, spędzać czas w poczuciu wolności. Wolności, której nie muszę w żaden sposób sobie wywalczyć zmagając się z trochę trudnymi osobowościami, z trudnymi sytuacjami z dnia powszedniego. Każdy miał zresztą swoje własne, małe dziękczynienie. Każdy z czymś wychodził na środek sali z mikrofonem, aby się podzielić z innymi uczestnikami i potem z tym wyjeżdżał. Nasi goście, nasze uwielbienie, warsztaty, zabawy… I wiedziałem, że pozostaną z tego nie tylko zdjęcia. Wiedziałem to i rozkoszowałem się chwilą. A to było dwa lata temu.
Rok później było jeszcze lepiej. Wiatrołap 2006 przyniósł jeszcze lepsze warsztaty – zarówno te od służb, jak i artystyczne. Przyniósł jeszcze lepsze warunki organizacyjne. Przede wszystkim zaś przyciągnął jeszcze więcej wspaniałych ludzi. Działo się dużo więcej, niż można było samemu zobaczyć. Nie trzeba było wielkiego wysiłku by zauważyć, i stać się świadkiem tego, jak rozwija się po prostu boże dzieło. To co dzieje się na naszych obozach można nazywać różnie, ostatecznie jednak trzeba przyznać: nasz Ojciec ma w tym swój istotny udział i doniosły cel. Czas płynie. Rok za rokiem uczestniczymy w najróżniejszych inicjatywach. Potem zostaje nam wiele ciepłych, a czasem nieciekawych… wspomnień. Wszystko to przemija, oprócz jednego: Słowa Bożego. Ja więc chcę być zawsze tam, gdzie tym Słowem najpełniej się zaspokoję. Chcę być w samym środku tego, co Bóg dla mnie przygotował. Jadę do Wiatraków i mam wielkie oczekiwania. Co więcej: wierzę, że się nie zawiodę. Znów będę leżał w słońcu, może w delikatnym cieniu którejś wysokiej sosny, i będę czuł się jakby przylgnięty do dłoni mojego Ojca. A to będzie w tym roku.
Jan Ziółkowski


