Thursday, February 23, 2012

Cel życia nie do zajechania

Posted by admin On Marzec - 16 - 2011

Chciałem napisać świadectwo. Tak wygląda: to przesłanie dotyczące celu życia, którego nie trzeba wymieniać, bo nigdy się nie psuje. Ten cel jest niezawodny jak dobry samochód – nie do zajechania. A przede mną długa droga…

Czy wiesz już po co żyjesz? Ja wiem, chociaż nie jestem filozofem, ani też nie pochłaniam ogromnej ilości książek. Jest Ktoś, kto sprawia, że kiedy zasypiam, to za każdym razem wiem: dlaczego żyję, po co żyję, dokąd zmierzam, gdzie szukać pomocy i że wszystko w moim życiu zmierza ku lepszemu (to zresztą można stwierdzić). Tym Kimś jest Bóg.

Najlepszą, najistotniejszą cechą Boga jest to, że kocha Ciebie. Zawsze. Zawsze będzie Cię kochał. Gdyby tak nie było, to nie wydałby swojego Syna na śmierć. Tak właśnie zostały zmazane raz na zawsze Twoje i moje grzechy. Nasze winy, za które bylibyśmy wiecznie potępieni, gdyby nie Jezus.

Dlatego najlepszą decyzją, jaką mogłem kiedykolwiek podjąć, było to, by oddać siebie Jezusowi. My, narodzeni na nowo, mówimy: dostałem nowe serce, stałem się nowym człowiekiem. I to jest prawda. Inaczej dzisiaj czuję, inaczej żyję… Wielu nawróconych opowiada swoje świadectwa tak, jakby chodziło o wielki przełom, błyskawiczną zmianę. Odrzucili wszystko, co stare, zaczęli nagle żyć w nowy sposób. I tak się bardzo często dzieje. W moim przypadku było inaczej: to był raczej proces. Uświadamiałem sobie po kolei, co jeszcze mogę wygrać dzięki bożej łasce. I tak odchodziły: zagubienie, grzechy, słabości, niewiara, głupota itd. Wiem, że to uwolnienie jest najcudowniejszą rzeczą, jakiej mogę doświadczać. Jestem doskonały przez wiarę, a to z kolei wywołuje zauważalną zmianę w moim postępowaniu, pozwala mi owocować i stale przybliżać się do Boga.

Wiem też, co się ze mną stanie po śmierci. Wieczność trudno jest sobie wyobrazić, a jednak jest dostępna każdemu człowiekowi. Jest tylko jeden sposób, by zostać zbawionym: zaufanie Bogu. Jezus jest realną odpowiedzią na wszystko, czego głęboko pragnę. Jezus przez swoją śmierć i zmartwychwstanie uwolnił mnie od wszelkiego przekleństwa, a skutek jest taki, że moje marzenia są rzeczywiście na wysięgnięcie ręki.

Prawdziwa miłość, rodzina, przyjaźń, szczęście, czas radości, pieniądze itp. Bóg ma to wszystko dla mnie, ale najpierw chce mnie mieć tylko dla siebie. I dlatego dał mi życie: abym odpowiadał na jego miłość. Dla niektórych może to brzmieć banalnie, ponieważ diabeł każdego okłamuje i nie chce, żebyśmy widzieli coś wartościowego w miłości Boga. Ja myślę (całkiem serio), że jest to jedyna wartościowa rzecz na tym świecie. Na moim blogu umieściłem motto – zdanie, które kiedyś znalazłem, przygotowując się do zajęć na politologii – akurat ze świętego Augustyna. To bardzo proste: „Dlatego też na pytanie, dlaczego tamci są szczęśliwi, trafna będzie odpowiedź: ponieważ lgną do Boga.”

Nie chcę być głupi, nieszczęśliwy i nie chcę też, żeby coś ważnego mnie ominęło. Dlatego żyję dla Jezusa. Dlatego rozpoznałem w Chrystusie swoje jedyne zbawienie i nawróciłem się. Piszę ten tekst, żeby uświadomić Ci, że Ty też możesz podjąć taką decyzję, bez względu na to, jak dziś wygląda Twoje życie:

a)      jest niesamowite, pełne przeżyć, ale wciąż oczekujesz czegoś większego

b)      jest nudne, ale uważasz, że można je było lepiej zorganizować

c)      jest tak pokręcone, że sam(a) nie wiesz od czego zacząć, aby je poukładać

d)      jesteś jeszcze młody(a) i myślisz, że masz jeszcze dużo czasu

e)      jesteś już stary(a) i myślisz, że nie masz już zbyt wiele czasu

f)       jesteś „tylko” tym, kim jesteś itd.

Sprawdź, czy Bóg nie umieścił w Tobie jakiegoś daru. Od razu możesz szukać konkretnego, ponieważ każdy z nas otrzymał jakieś talenty i przeznaczenie. Nie ma czasu do stracenia! Szukaj Boga, szukaj ludzi, którzy mogliby Ci o Nim opowiedzieć.

Ja znalazłem się w kościele Droga, ponieważ wierzyłem i nadal wierzę, że nikt nie pokieruje moim życiem tak doskonale, jak Bóg. Ja sam nie znam moich potrzeb tak dobrze, jak On. Moim pierwszym kościołem była katolicka parafia. Przyjąłem w niej chrzest, pierwszą komunię świętą i w ogóle się wychowywałem. W wieku dziesięciu lat „trafiłem” do tzw. Oazy w Duchu Świętym. To tam się nawróciłem, dlatego zawsze będę doceniał katolików, od których wciąż oczekuję wiele dobrego. Nie żałuję, że zmieniłem kościół, przeciwnie: wiem, jak dużo mogę mu zawdzięczać, jeśli chodzi o moją dojrzałość. Z biegiem czasu przekonuję się jednak, że daleko większą wagę trzeba przywiązywać do osobistej relacji z Bogiem-Ojcem, z Jezusem, z Duchem Świętym. Bez tego ani rusz. Jeśli nie poświęcam czasu na modlitwę, czytanie Słowa, to nie zajdę daleko i to bez względu na to, w jakim będę kościele.

Kościół to zresztą nie tylko miejsce, gdzie otrzymuję wsparcie. To również miejsce, gdzie mogę budować. Mogę nie tylko uwielbiać Boga, modlić się, słuchać kazań… Mogę też znaleźć ludzi, którzy staną mi się bliscy, będę mógł na nich polegać, a oni na mnie. To również ludzie, z którymi spotkam się kiedyś w niebie.

Jan Ziółkowski

    Copyright by DROGA