Boża przyszłość jest zawsze dobrą przyszłością. Ta, która Bożą nie jest, jedynie wygląda na dobrą. W ewangelii Jana (1:3-4) czytamy, że: „wszystko co powstało, powstało przez słowo, a bez niego nic nie powstało /…/ w słowie Boga było życie”. Tak było i będzie. Bóg zaczyna swoją pracę w naszym życiu od pokazania albo objawienia nam przyszłości.
Bóg daje nam swoje słowa, by pokazać, co nam przeznaczył
Czytałam ostatnio historię Abrama i Saraj (1Moj 17:5,15-16) i uzmysłowiłam sobie, jak trudne było dla nich to, że nie mieli potomka, który odziedziczyłby wszystko, co posiadali. Można ten stan porównać do braku perspektyw na przyszłość. To tak, jakby wszystko, co dostali od Boga miało być zmarnotrawione po ich śmierci z powodu braku dziedzica. Bóg wiedział, jak było to trudne. Dlatego zaczął od zmiany ich imion, nadając im w ten sposób właściwe przeznaczenie. Abraham i Sara. Gdy ktoś zwracał się do nich po imieniu, za każdym razem proroczo ogłaszał ich przyszłość, łamał strach, niepewność i przekleństwo (za jakie uważano bezpłodność) i zamieniał je w błogosławieństwo. Abraham miał być ojcem tysięcy pokoleń, bo takie znaczenie miało jego nowe imię, a imię Sara oznaczało: „matka narodów i królów”.
Nowe imiona, nosiły w sobie prawdę o ich życiu i przyszłości. Bóg nie chciał by okoliczności, w których żyli, czyli niemożliwości, z którymi się zmagali, kształtowały ich przyszłość. On wie, co nas boli, z czym się zmagamy i mając to na uwadze kieruje do nas swoje słowa, zmieniając naszą przyszłość. Ciekawe jest to, co Biblia mówi o owcach, które słuchają głosu pasterza i znają ten głos, a On woła je po imieniu (Jan 10:2). To niezwykłe, bo z tego fragmentu wynika, że Jezus woła nas po imieniu, które nam nadał. Można by rzec, że woła nas biorąc pod uwagę nasze przeznaczenie, a nie nasze upadki, potknięcia i pomyłki.
Słowa są jak kontenery wypełnione Bożą mocą lub jak kontenery pełne śmieci – warto więc uważać na to, co mówimy i czego słuchamy.
Z pewnością pilnowanie języka polegające na wypowiadaniu słów, które stoją nieraz w totalnej sprzeczności z otaczającą nas rzeczywistością, tylko dlatego, że są zgodne z Bożą wolą, to co najmniej dziwaczny pomysł. Biblia mówi nam jednak, że nie to, co wchodzi do człowieka go kala, ale to, co z niego wychodzi. Czyli to, co mówimy może nadać lub zmieniać kierunek naszego życia. Wyzwalać błogosławieństwo i przekleństwo. Może więc warto mówić słowa dobre, skoro mają wpływ na naszą przyszłość?
Może warto pilnować swego serca i nie zgadzać się, by pewne słowa panowały nad naszym życiem – szczególnie, gdy czujemy, że ciągle powracają, wywołując przy tym zniechęcenie. Nie chodzi jednak o pełne obaw wsłuchiwanie się w mówiącego, ale o powrót do charyzmatycznych zwyczajów, kiedy pytaliśmy Pana, co chce nam powiedzieć przez to spotkanie. Możemy też, stosując biblijną radę, badać duchy i nie każdemu (również ludzkiemu) duchowi wierzyć.
W Biblii czytamy, że władze poznawcze są wyćwiczone na skutek długiego używania. Czym więcej z nich korzystamy, tym łatwiej nam rozróżnić dobro od zła, przesiać przez sito to, czego słuchamy, by odnaleźć to, co właściwie Bóg chce nam powiedzieć. Powinniśmy ufać, że słuchając jesteśmy totalnie zanurzeni w Bożej obecności, a Duch Święty wprowadza nas (czyli objawia nam) wszelką prawdę.
Jeśli nie złapiemy luzu, będziemy spięci, podejrzliwi, nic nie przyjmiemy w trakcie rozmowy, nie zmieni nas słuchane nauczanie, a na dodatek damy się okraść z tego, co może być dla nas przeznaczone i to tylko z powodu naszych obaw. Z drugiej strony, możemy doświadczyć swoistego „cudu” słuchania i spotkanie potraktować jako jedną wielką aluzję do części lub całości naszego życia. Słuchajmy sercem, a wtedy słowa Ducha Świętego będą jak plaster miodu na każde zranienie i w końcu będziemy zdrowi. Czego bardziej proroczego odnośnie naszej przyszłości nam trzeba?
Dzwon Jezusa w twoim sercu
W księdze Izajasza czytamy: „Lecz teraz tak mówi Pan, który cię stworzył Jakubie i który cię ukształtował Izraelu. Nie bój się bom cię wykupił. Nazwałem cię twoim imieniem, moim jesteś” (43:1-4). Bóg stworzył nas jak Jakuba i, tak jak on, jesteśmy: kochanymi kombinatorami i przestraszonymi kłamcami. Teraz kształtuje nas, tak jak kształtował Izrael, nadając nam imię według naszego przeznaczenia i zmieniając nasz charakter. Co więcej, już za nas zapłacił, wykupił nas od złej przyszłości. I do niego należymy. Czy to nie jest dobra nowina?
Mam na Imię Izabela i to imię przysparzało mi kiedyś trochę cierpienia i potępienia ze względu na bardzo negatywna postać biblijną, która je nosiła. Pewnego razu – pół żartem, pół serio – opowiadałam o moich rozterkach pewnemu ewangeliście, a wiecie, że oni mają dar do ogłaszania dobrej nowiny. Natychmiast mi przerwał i krzyknął: „Nie wiesz jeszcze, jakie znaczenie ma twoje imię. To Jezus Bell, czyli Dzwon Jezusa! Musi mieć czyste serce, wysoko wisieć i wydawać mocny dźwięk nad całym miastem”.
Wszystko, co myślałam do tego momentu o proroczym znaczeniu mojego imienia legło w gruzach. Bo zrozumiałam to, co Bóg mi w jego słowach objawił. Może i ty potrzebujesz zmiany swojego imienia lub nadania mu nowego, prawdziwego znaczenia, bo uważasz, że stare – „Jakub” – nie pasuje do twej przyszłości. To nic, że ludzie mogą cię uznać za zdziwaczałego starca albo narwanego młokosa, kiedy to zrobisz. Lepiej utożsamić się z przyszłością, niż ciągle tkwić porażkach i pomyłkach z przeszłości.
Powinniśmy być ludźmi przełomów, odbudowującymi prastare mury. Tymi, którzy zwyciężają. Bo Bóg jest właśnie taki, On właśnie tak nas nazwał. Potrzebujemy w proroczy sposób zobaczyć Boże przeznaczenie i w nie uwierzyć. A potem przyjąć je. I ogłosić je. Na Jego chwałę.
Iza Ciesiółka begin_of_the_skype_highlighting end_of_the_skype_highlighting


